Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pisane i i filmowane.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pisane i i filmowane.. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 maja 2015

Diana Gabaldon "Obca"





Nie będę ukrywać, że Diana Gabaldon należy do grona moich ulubionych pisarzy. Przyznaje również, że odkryłam jej twórczość po premierze serialu Outlander. Po obejrzeniu pierwszego odcinku, choć durnowaty opis na początku mnie zniechęcił, zrozumiałam, że takiego serialu poszukiwałam przez całe życie. Mam w nawyku od razu przeczesywać Internety w poszukiwaniu nowinek o danej produkcji. I tak trafiłam na książki. Niestety dostanie Obcej było nie lada wyczynem.  Na allegro jeden tom kosztował jakieś 100 złoty, co przekraczało moje szaleństwo. Humorzaste szczęście mnie nie opuszcza i znalazłam wszystkie tomy, prócz drugiego w bibliotece.  Wraz z premierą serii w Polsce, wydawnictwo Świat Książki, wznowiło wydanie całej serii. Więc skorzystałam i już uzbierałam dwa pierwsze tomy.


Dzisiaj jednak o „Obcej”, pierwszym tomie serii. Krótki opis: Młoda pielęgniarka Claire wraz z mężem Frankiem, po II wojnie światowej odbywa drugi miodowy miesiąc w Szkocji. Podczas wycieczki kobieta trafia na celtycki krąg i po dotknięciu kamienia, trafia do osiemnastowiecznej Szkocji, pochłoniętej niepokojami i walką z Anglikami. Jest to w dużej mierze romans, ale nie warto się zrażać. Dla wielbicieli historii i Szkocji będzie wystarczająco dużo tematów. Wykreowane postacie są wyraźne i różnorodne. Autorka bawi się językiem, choć raziło mnie pierwsza osoba powieści, zdołałam do niej przywyknąć. Dzięki książce i serialowi zakochałam się w Szkocji. Mamy w fabule miłość, czarownice, śmierć, dewiacje, dawne obyczaje.


Oczywiście książka nie jest bez wad. Fabuła jest dosyć utarta i przewidywalna, ale jeśli ktoś  nie ma wielkim wymagań i lubi się rozerwać przy lekturze nie ma lepszej propozycji. Postać Czarnego Jacka jest przerysowana, na szczęście w serialu nieco go wygładzono.



Ocena: 9/10

środa, 22 kwietnia 2015

"Klejnot Medyny" Sherry Jones













Historia Bliskiego Wschodu, znajduje w moim sercu szczególne miejsce.  Niestety trudno w zwyczajnej bibliotece, znaleźć coś więcej na ten temat, ale pewnego pięknego dnia, przeszukując półki trafiłam na Klejnot Medyny. Postać Aiszy nie była mi obca, ale dzięki tej książce dowiedziałam się o wiele więcej. Wiadomo, że nie wszystko należy brać za oczywisty fakt. 

Aisza to postać dla świata islamskiego kontrowersyjna, albowiem nie była do końca taką żoną, jaką „powinna być”. Jej młody wiek i samoświadomość były ponad przeciętne. Została zaręczono w wieku sześciu lat, dla nas oburzające, w VII w. była to norma dla chrześcijaństwa i islamu, choć islam, dopiero co powstawał. Pochodziła z wpływowej rodzinny, jej ojciec był jednym z największych zwolenników Mahometa. Dziewczyna od samego początku sprawiała kłopotu, głównie przez swój nieodpowiedni dla kobiety charakter. 

Dzisiaj dużo ludzi oburza się informacją, iż Aisza wyszła za mąż w wieku zaledwie dziewięciu lat, lecz rzadko kto wie, że małżeństwo zostało skonsumowane znaczenie później.  Dziewczyna była ukochaną żoną proroka, choć miał ich więcej. Książka świetnie obrazuje relację Mahometa i Aiszy, od samego początku. Przyjaźń, zaufanie, szczerość i miłość. Historia kobiety, która w każdym czasie, wzbudzałaby podziw i strach. Aisza potrafiła wywalczyć swoje w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Była impulsywna, kilkakrotnie wystawiając uczucie proroka na próbę.

Książka jest jedyna w swoim rodzaju i choć można napisać tak o wiele lekturach, to ona zasłużyła na nią. Stawia w innym świetle historię Aiszy, jak i postać Mahometa. Jak wiadomo islam nie cieszy się dobrą opinią wśród ludzi, którzy nie wyglądają poza ekran telewizora. Dla ludzi, którzy mają nieco dystansu i potrafią samodzielnie sklejać myśli, Klejnot Medyny okaże się idealną lekturą. Warto na chwile zapomnieć o uprzedzeniach i sięgnąć po historię kochanki, wojowniczki i polityka.  




sobota, 18 kwietnia 2015

"Serce Ferrinu" K. Michalak. Czyli, gdzie nie błądzić.


Mam jakiś nieokreślony problem z twórczością Katarzyny Michalak, albowiem jej Kroniki Ferrinu, znajdują się na mojej osobistej liście pt. „Najgorsza sterta, sklejonych kartek, co nazywa się książką”. I oto trzeci tom serii, absurdów nad absurdami, które ochrzczono „Sercem Ferrinu”. 




Na kartach bloga możecie doczytać o poprzednich częściach, ale każda kolejna to nowa trauma. Kiedy przeczytałam w opisie, że Aneala nie żyje, moje serce napełniło się niewysłowionym szczęściem, ale potem doczytałam, że zdążyła spłodzić swoją replikę, córkę Gabrielę. Ciekawe, że autorka zrezygnowała z zmiany imienia, kiedy ta trafia do Ferrinu, i główna bohaterka jest tylko Gabrielą. Jeden mały plus w tym całym nieszczęściu, że Michalak, czegoś się nauczyła.





Prolog pozwala czytelnikowi poznać dorosłą już Gabrielę, córkę Anaeli i Sellinarisa dell’Sol, która powraca z wielkiej Warszawy do zadupia, gdzieś w Polsce. Wraca pociągiem, więc może to nie Polska? Wita ją Saris, jednorożec ( poprzednio nie wiedziałam, jak można elfa ukryć na ziemi, a teraz nie mam zielonego pojęcia, jak uchował się koń z rogiem), który przybył na ziemię wraz z jej matką. Dowiadujemy się z tego fragmentu, iż potomstwo Anaeli nie grzeszy rozumkiem, a jej żarty z podtekstem seksualnym są na poziomie gimnazjalisty. Autorka lubi nadawać głównym bohaterką swoje cechy, wyjątkowo wybawicielce Anaeli i proszę, oto na ziemi, Anaela jest słynną pisarką.





W tym samym prologu Gabriela, dowiaduje się o śmierci swojej matki, zostaje obarczona obowiązkiem ratowania Ferrinu i teleportuje się do krainy, znanej jej z książek i opowieści Anaeli. Oczywiście melodramatyczność wejścia Gabrieli do akcji jest jak zawsze na najwyższym poziomie. Trafia akurat w sam raz na egzekucję matki i poznaje swego ojczulka, choć spotkania nie można nazwać sielanką. Z miejsca ustawia dziewuchę do pionu. 





Toczy się jakaś walka, ucieczka i zdrada, w końcu Gabriela spotyka Amrego. Ale cóż, cóż to  wchodzi teoria, iż to on jest ojcem Gabrieli, bo jak wiadomo Anaela do trudnych nie należała. Moim ulubionym fragmentem w całej książce jest pokaz wątpliwej inteligencji Gabrieli, a ma to miejsce, kiedy przybywa ona do Dalekiego Dworu. Gabriela domaga się wina, jak stary alkoholik i jest gotowa za nie pochlastać służbę. W końcu je dostaje i co? Po jednym pucharku traci świadomość. I moje pytanie, gdzie sprzedają takie winno? 





Następnie nieomal morduje Amrego, bo ten już ranny nie chciał pokazać jej obrażeń. Fuck logic. Ale największym absurdem w tej książce jest małżeństwo Gabrieli i Sellinarisem, aż takiej patologii tam nie ma, by się ojciec z córką pobierali, tylko ostatecznie bohaterka została córką Amrego. Ślub istnie polityczny, ale i tak dochodzi do gwałtu, bo Gabriela zdążyła się położyć pod nowym gachem- Karinem. Jeśli ktoś bystry na pewno zauważył, iż postacie to głównie mężczyźni nadskakujący jednej kobiecie, czyli głównej bohaterce.  





Nie wiem, czy istnieje skala w której można oceniać twórczość Michalak. Przynajmniej ja jej nie znam. Dla mnie to zwyczajne marnotrawstwo drzew. W książce brakuje logiki, spójności, normalnych postaci. Jest to jedna, wielka telenowela brazylijska. Lektura tylko dla osób o silnych nerwach.


środa, 15 kwietnia 2015

Zapowiedzi!


W najbliższym czasie planuje napisać "Niepopularną Prawdę: Labrador", "Ludzie to szarańcza" i może jakieś recenzję dla zabawy. Na zdjęciach prezentuje dwie stertki, pierwsza to niedawno zakupione książki, wszystkie oprócz "Uwięzionej w Bursztynie", zakupione w merlinie 







Elwira Watala "Cuchnący Wersal"- recenzja za jakiś miesiąc- dwa.

Jane Austen "Duma i Uprzedzenie"- moja ulubiona książka od kilku lat, ale nigdy nie miałam okazji jej kupić. Nie wiem czy warto pisać recenzję to książka, którą wszyscy powinni znać. 

Robert Darnton "Wielka masakra kotów i inne epizody francuskiej historii kulturowej" - będzie recenzja jak się patrzy, ale kiedy tego nie powiem. 

Philip Pullman "Baśnie braci Grimm dla dorosłych i młodzieży. Bez cenzury"- pewnie będzie, ale może gdzieś latem, bo baśnie znam, ale ze względu na stan mojej wiekowej już książki z zbiorem niemal wszystkich musiałam zakupić nową.

Diana Gabaldon "Obca"- tuż po Austen, druga ulubiona autorka i seria. "Obcą: czytałam, ze względu na nowe wydanie zapragnęłam mieć wszystkie tomy. Ale recenzja będzie. 

Diana Gabaldon "Uwięziona w Bursztynie" - w mojej zacnej bibliotece nie było drugiej części, więc pominęłam ją przechodząc do trzeciej. Recenzją również oczekiwana. 




Nawet Quasimodo się paczy, cóż to za dziwy. 









Druga sterta to książki z bibliotek, więc mają pierwszeństwo. 

 Romuald Wojna " Wielki świat nomadów"- nie będzie recenzji, ale gorliwie polecam. 

Neil Gaiman "Amerykańscy bogowie"- recenzja zrobi się dosyć szybko.

Sherry Jones "Klejnot Medyny"- książka już przeczytana, więc najpewniej jako pierwsza znajdzie się na kartach blogu. 

Katarzyna Michalak "Serce Fenrrinu" - czytanie tej serii jest dla mnie traumą. Z każdym tomem zastanawiam się czy może być gorzej i autorka udowadnia, że może. Książkę przeczytałam i pewnie będzie pierwszą recenzowaną.

Frank Herbert "Diuna" - książka zostawiona na koniec czytania, więc i recenzja będzie najpóźniej. 





poniedziałek, 16 marca 2015

Pisarstwo- rzecz nie dla każdego!


Napisałam niedawno krótki tekścik o pierwszym tomie wymuskanych Kronik Ferrinu i obiecałam przeczytać kontynuację, i dobić się nim. I przeczytałam i dobiłam się nim. Dobra, niech to się już skończy…




Początek Powrotu do Ferrinu, wyjaśnia mi zakończenie Gry o Ferrin, bo z tekstu poprzedniej części trudno dowieść, co się wydarzyło. Nasza superbohaterka przeczuwa koniec swojej idylli w leśniczówce z stadem koni fryzyjskich i  swoim ukochanym elfem. Nie wiem, jak przemyciła i uchowała na ziemi elfa, ale nie będę się czepiać. Początek jest krótki, zwarty i w miarę logiczny, jeden z niewielu plusów lektury. Jej elf znika, porwany przez bogów. Karolińcia oszukana przez bogów, musi wracać do Ferrinu.




Zaczyna się pierwszy rozdział. Przechodzi prze portal, robi ze sobą melodramatyczny rachunek sumienia, dodaje coś na wzór żartu i trafia do Lasu Tysiąca. Przynajmniej autorka zrezygnowała z gwałtu na wstępie, ale dała nam w zamian ekspresowe mianowanie Karolińci przez Panią Lasu na Władczynie Edenu. Karolińcia zmienia się w Anaelę, by nie brzmieć tak zwyczajnie i już musi ratować jednorożce. W międzyczasie dowiadujemy się, że przeniosła się również w czasie, i znajduje się przed wydarzeniami  z poprzedniej książki.




Spotyka również Cienia, jedyne rozumne stworzenie, które chyba nie wyszło spod ręki Michalak, albowiem autorka robi sonie nim kuku, wytykając własne błędy myślowe. Saris, bo tak czarny jednorożec się nazywa jest postacią mądrzejszą od wszystkich ludzi i elfów razem wziętych. Pomaga Anaeli biedaczce dostać się do reszty jednorożców, by uratować je przed niewolą elfów. Oczywiście jesteśmy raczeni  żenującymi wstawkami głównej bohaterki, epizodycznymi postaciami, które z zasady są złe i trzeba je ukatrupić. W ten sposób dochodzimy do sceny, gdzie Anaela staje naprzeciw z ladacznicą Elanora, córka władcy Ferrinu.
I pierwsza dosyć ważna nieścisłość. Księżniczka dopuszcza się podstępu i zabija władcę Cieni ( czymkolwiek one są, bo autorka nie uraczyła nas wyjaśnieniem. Słowo Cień brzmi tajemniczo, więc pewnie to zabieg stylistyczny i nowe określenie na gadającego jednorożca). Anaela, która jawi się za wszechpotężną leczącą obdarzoną wszystkimi bajerami, nagle okazuje się być za słaba. Nie będę zabawiać się z szczegółami, których nie sposób uznać za racjonalne. W skrócie: Anaela zostaje pojmana dobrowolnie, bo planuje zabić sprawcę zła, którego dopuści się w przyszłości, władcę Ferinu, Eleuzisa.




Anaela gra wielką panią, władczą i elegancką, a jak jest każdy dobrze wie. Podczas pobytu na dworze Ferrinu, spotyka braci w tym swojego ukochanego za którym rzuciła się w portal, chociaż w poprzedniej części była mowa, że nie będzie mogła wrócić. Jest świadkiem namiętnego pocałunku ojca z córką, Eleuzisa i Elanory. Związek kazirodczy to coś na czasie, ale pani Michalak stwarza obsceniczne akty miłości i sprzeczne z uczuciami związki. Anaela podobno najmocniej w świecie kocha Sellinarisa, ale bez zastanowienia rzuca się pod innych mężczyzn czy elfów. Nie waha się wyznać miłości Reikanowi,  teoretycznie jej szwagrowi, sierotce jeszcze podlejszej od Anaeli.




Jak jesteśmy w temacie miłostek to trzeba wspomnieć  o komicznej zdolności superbohaterki. Za sprawą elfiej magii jest w stanie rzucić urok miłosny. Ale uwaga, tylko dzięki spojrzeniu, więc chytry władca każe jej zasłonić oczy ( i zostawić niezwiązane ręce).  Elanora robi sceny, odpycha miłość ojca, bo zakochała się w najstarszym bracie. Takich komplikacji nie uświadczysz nawet w Trudnych Sprawach.
Anaela ucieka z Ferrinu, udając się do Wieży Bogów, po truciznę dla Eleuzisa. Wcześniej nakazuje swojemu gadającemu jednorożcowi towarzyszyć Sellinarisowi do Nienazwanej krainy. Na miejscu natrafia na Elanorę nad którą przejął kontrolę duszobójca. Zadam jeszcze kilkakrotnie to pytanie, cóż to za dziwo? Dlaczego autorka nie wyjaśnia wymyślonych przez siebie pojęć?



Zabija Elanorę. Pojawia się znikąd Sellinaris, chociaż niedawno wyruszał na Cieniu w przeciwnym kierunku. NI bez powodów zostaje znienawidzona przez książęcych braci, ale uzyskuje i tak pomóc Reikana. Anaela popada w tarapaty równomiernie do spadku ilorazu inteligencji i zawsze jest ratowana przez przystojnych facetów. Prawie wszyscy bohaterowie płci męskiej są zakochani w Anaeli. Następnie udaje się jej mimo zabezpieczenia opaską, rzucić urok na Eleuzisa, który zrazu chce zgwałcić biedaczkę.


Przejdę do końcówki, jeśli jesteście ciekaw naładowanym do syta absurdom tej książki, sami się nimi uraczcie. Tymczasem Anaela zdołała doprowadzić do śmierci Eleuzisa, za którego uprzednio wyszła za mąż, by zasiąść na tronie oraz do śmierci Reikana. Robi sobie schadzkę z Amre, również kochankiem z poprzedniego tomu. Uczucia do niego zaprzeczają wielkiej miłości do Sellinarisa, ale co tam, trzeba ubarwić życie seksualne bohaterki. Amre też ginie. Zgadnijcie dlaczego i prze kogo?




Anaela zmusza się do pokuty za śmierć Reikana, i wedle bardzo, bardzo starego obyczaju elfów może zadośćuczynić temu oddając się w niewolę na określony czas rodzinie zmarłego. I także robi nasz ten wspaniałomyślny szkrab. Na miesiąc… Anaela jest potężną władczynią, której nie wypada być pokorną. Więc robi z siebie skrzywdzonego gołąbka. W końcu Sellinaris ma jej dosyć i zwalnia kobietę z niewoli. Do tego nie unika możliwości skoczenia do jego łóżka. Wyzwolona Anaela.




Niezapomniane zakończenie udowadniające, że autorka zrobiła z głównej bohaterki pompatyczną męczennicę: najpierw smok odgryza jej rękę, oddaje władzę nad Ferrinem Sellinarisowi i nakazuje przyjacielowi zabić się. A i tak przeżywa, bo trafia do swojego świata.




Powrót do Ferrinu to trauma, którą trzeba przetrawić, żeby być odporniejszym. Uczy jak nie pisać książek, a przede wszystkim jak nie kreować głównego bohatera. Anaeli nie można lubić. Jest arogancka, głupiutka, przerysowana. Z jakiej strony by jej nie ugryźć sprawia, że czytelnik ma ochotę wrzucić książkę do niszczarki. Pozostali to przeważnie faceci, którzy się za nią uganiają. A wśród żeńskich postaci tylko jedna nie jest przeciwniczką Anaeli, tylko jej służącą.




Na koniec muszę jeszcze napisać o bezczelnych zapożyczeniach z trylogii Czarnych Kamieni. Uwielbiam książki Anny Bishop, są oryginalne i charakterystyczne, posiadają trudny do uzyskania urok, zżycia się z postaciami. Michalak czytała wiele książek i czerpała z nich garściami, ale w tym przypadku wzięła o jedną garść za dużo. „Wymyśliła”  bóstwo Saetin, Wrota Piekieł, Prządkę, gadające Jednorożce….  














poniedziałek, 2 lutego 2015

Top 10 seriali


Sugestywne top 10, podyktowane tylko i wyłącznie moim specyficznym gustem 

10. The 100
Serial do którego nie mogłam się długo przekonać, a połowę pierwszego sezonu obejrzałam z czystej nudy. Warto zarysować fabułę dla niewtajemniczonych. Świat zostaje zniszczony w wojnie nuklearnej, a prawdopodobnie jedyni ocalali ludzie krążą  w przestrzeni kosmicznej w stacji. Po wielu latach egzystencji wyrzeczeń, decydują się wysłać setkę niepełnoletnich przestępców na ziemię. Historia jak historia, mogła być lepsza ale też gorsza.  Powtarzam, że każdą historię, nawet najnudniejszą można opowiedzieć w taki sposób, że będzie zapierać dech w piersi. W tym wypadu szala stoi pośrodku. Mamy więc setę nastolatków, przez całe życie zamkniętych w ograniczonej przestrzeni, zbuntowanych. Którzy wbrew woli trafiają do nieznanego świata. Jak można się spodziewać będzie niebłaha zadymka. Warto zwrócić uwagę na głównych bohaterów. Od samego początku przoduje odpowiedzialna, zaradna i współczująca Clark, córka ważnej persony na stacji. Jest bohaterką wykreowaną na modłę potrzeb komercji. Do bólu przypomina Katniss ( Igrzyska Śmierci). Niezaradnie usiłuje uratować swoich towarzyszy, ale dopiero pod koniec pierwszego sezonu udaje się dojść do głosu. Uderzyła mnie w drugim sezonie mnogość pierwszoplanowych bohaterów, jest ich stanowczo za duży, prawie każdy nim się staje. Nie przepadam na monopolem na jedną postać, ale nadmiar rozprasza widza.
Serial ogląda się gładko, jeśli ktoś lubi klimaty ludzkość kontro wszechświat powinno mu się spodobać.  Daje 5 na 10 punktów, albowiem brakuje w nim polotu, bohaterowie mimo płodności w ich produkowaniu są płascy, a fabuła przewidywalna.







9. The Originals
Ciekawsza wersja Pamiętników Wampirów, ukazująca perypetię rodzinny pierwotnych wampirów. Serial nie wyróżnia się spośród swego gatunku, ale jest bardzo dobrze zrobiony, czego już brakuje u jego starszego kuzyna. Nowy Orlean, dodaje temu serialowi sporo uroku. Jak można przewidzieć co rusz rodzinka MIkaelsonów ma jaiś kłopot, a największym jest dziecko Klausa i Hayley. Pierwsze co mnie uderzyło to nierówna gra aktorów, jedni sprawdzają się wyśmienicie inni mimo mało wymagającej roli, nie radzą sobie wcale. Historia jak widać dosyć oklepana, upiększona rozmaitymi pomniejszymi opowieściami. Czarownice jako jednolity twór bardzo mnie zawiodły. Są po prostu głupie. Ale szalę pustoty przechyla jedna postać Daviny, młodej acz potężnej wiedźmy, zmiennej jak diabli nastolatki pozbawionej rozsądku. Drugą z kolei postacią, której nie sposób zdzierżyć jest Hayley, wspomniana matka nieszczęsnego berbecia, która została osadzona w fabule, ja się zdaje z prostego powodu: ponieważ ktoś musi urodzić dziecko. A że matki się nie wybiera. Ale zawsze są czarne owce, większość postaci ma jednak jakiś sens. Najbardziej wyrazistym bohaterem bez wątpienia jest Klaus, jak to bywa z osobami z rozchwianiem emocjonalnym ludzie chętnie ich oglądają. Dla równowagi mamy też brata wypranego z negatywnych emocji, Elijah’a i typową blondynkę, czyli Rebecce. Mnie zadziwia jedno zjawisko, skąd w Skandynawii, bo nie doszłam czy pochodzą z Norwegii czy z Islandii, takie imiona jak Elijah czy Rebecca? Wierzcie lub nie, ale zwracam na takie szczególiki uwagę. I właśnie ta niespójność z rzeczywistością mnie najmocniej porusza. Z historią nie dyskutuje, jest taka jak powinna być, zgoda z oczekiwaniami odbiorców, czyli głównie nastolatek. Ma być miłość, najlepiej nieszczęśliwa,  dzidziuś to komplikuje, krew i przemoc oraz miszmasz magii. 

Serial oceniam na 5/10, albowiem przyjemnie się go ogląda, można się przy nim zresetować, popatrzeć na urokliwy Nowy Orlean.





8. Forever
Stosunkowo nowy serial, pierwszy sezon jest dopiero w połowie.  Połączenie kryminału z fantastyką w formie staroświeckiego, inteligentnego i zabawnego koronera. Tym razem głowy boa heter doktor Henry Morgan jest prawdziwie nieśmiertelny, nie sposób go zabić, kiedy ktoś tego próbuje dokonać dwustuletni patolog odradza się w najbliższej rzece/morzu. To jest oryginalna część historia. Jednak konstrukcja usposobienia bohatera jest dosyć oklepana. Bystry, miły, dziwak, który rozwiązuje tajemnicze morderstwa. Choć muszę przyznać przypadki wieją pomysłowością scenarzystów. Nie może zabraknąć kobiecej postaci, czyli pani detektyw, nijakiej i przeciętnie inteligentnej, ale mimo braków daje się ją polubić, a na pewno znosić. Głównym wątkiem są poszukiwania doktora sposobu na śmierć, podczas których okazuje się, że nie jest jedyny w swoim rodzaju. Poznajemy też jego przeszłość, bardzo umiejętnie wplecioną w teraźniejszość. Drugoplanowe postacie mają na celu bawić i tak tez robią.

Oceniam Forever na 7/10, bardzo zasłużona ocena. Serial przyjemny, odprężający i bawiący. Naprawdę gorąco polecam.



7.  Dawno, Dawno Temu
Baśnie naszego dzieciństwa zebrane w zmyślną całość.   Pierwszy sezon nie porywa, akcja jest przewidywalna, ale od drugiego jest coraz lepiej. Dla fanów Krainy Lodu, czwarty sezon jest kontynuacją przygód Elsy, Anny i Kristofa. Twórcy pełnymi garściami czerpią z twórczości klasyków. Jak w większości bajek głównym motywem jest walka ze złem, międzyczasie mamy niezbędne romanse, intrygi. Serial przekazuje widzom oklepane wartości o których słyszy się wszędzie, lecz rzadko stosuje. Trudno jednoznacznie określić czy serial jest dobry, średni czy kiepski. Ma fragmenty i takie i takie, dlatego trzeba uzbroić się w cierpliwość i przeczekać te gorsze monety dla tych lepszych. Dla mnie największym zaskoczeniem był Piotruś Pan, postać która zawsze mnie przerażała i jak można się przekonać nie tylko mnie. Serial a tendencję do przeobrażania brzydkich, głupkowatych bohaterów w postacie, które z miejsca chcemy polubić. Czasami ilość postaci może przytłoczyć, niektóre giną w toku wydarzeń, albo są tak płaskie, że w ogóle nie zwracamy na nie uwagi. W najnowszym sezonie genialne wypadła Anna i Kristof, aktorzy perfekcyjnie oddali charakter postaci. Główna bohaterka, Wybawczyni, Emma ma tylko jedną funkcję w opowieści. Irytować. Uderzający jest również fakt pokrewieństwa bohaterów, nie zdziwiłoby mnie gdyby wszyscy byli jakoś spokrewnieni.

Niekończącej się bajce daje 7/10. Jest to nowe spojrzenie na tradycyjne bajki, oglądanie sprawa przyjemność, fabuła jest lekka i przyjemna.




6. Gdzie pachną stokrotki
Serial mojego życia no i Lee Pace, całość w style Burtona. Opowieść wyłącznie dla osób pewnego typu. Mamy cukiernika, który ożywia zmarłych dotknięciem, lecz nie może ponownie dotknąć ożywionej osoby, bo tym razem umrze nieodwracalnie. Każde przywrócenie do życia musi być wyrównane, więc gdy w ciągu minuty Ned nie uśmierci nieszczęśnika, zginie ktoś miast niego w najbliższym otoczeniu. Jego dar wykorzystuje ekscentryczny detektyw, a trzecią główną postacią jest ukochana Neda, która ożywił, więc nie może jej dotykać. Fabułą jest osadzona w przerysowanym świecie. Serial do granic możliwości dziwny, niepokojący i wciągający, i oczywiście po drugim sezonie wycofany. Nie będę tego komentować, bo cisną się brzydkie słowa. Główny bohater jest ciapowaty, ujmujący i  słodki. A Lee Pace niesamowicie pasuje do tej roli. Nie ma tutaj płaskich postaci, każda w jakiś sposób dopełnia całości. Dlatego ten serial jest tak wyjątkowi. Jest po prostu inny, być może dlatego bezmózgie masy go nie polubiły.


Serial oceniam na 9/10. Gorąco polecam, to jedna z tych pozycji, którą trzeba znać. Nie sposób w jakiś sposób nie nawiązać do innej postaci odgrywanej przez Lee Pace. Thranduila. Dwie całkowici odmienne osobowości, zagrane po mistrzowsku. Dlatego warto zapoznać się z Gdzie Pachną Stokrotki, dla samej przyjemności podziwiania gry wyśmienitego aktora.  



5. Teen Wolf
Najgorszy tytuł w historii, ale świetny serial.  Z opisu i tematu się taki nie wydaje, ale nie sądźmy książki po okładce, a w przypadku tego serialu po tytule. Polecam pobieżnie obejrzeć pierwszy sezon, który może zniechęcić, ale z każdym kolejnym serial staje się ciekawszy. Jak już możemy się domyśleć fabuła opiera się an nastolatkach i wilkołakach, mało lotne, lecz dziwnym trafem serial jest jedyny w swoim rodzaju. Główni bohaterowie są barwni, oryginalni i ciekawi. Bardzo dobra gra aktorska dopełnia całość. A co mnie tak naprawdę ujęło? Mitologia. Jest to zapewnie pierwszy serial, który w tak elastyczny sposób pokazał mitologie japońską i Azteków, łączy różne wierzenia, przedstawia mało znane stworzenia. Oprócz wilkołaków mamy banshee, kitsune, nogitsune… Wiele, naprawdę wiele przeróżnych motywów. Oczywiście głównym powołaniem bohaterów jest ratowanie świata. Ten serial przerasta na wszystkich płaszczyznach Pamiętniki Wampirów czy The Originals, ma to coś innego i porywającego, czego brakuje pozostałym serialom tego typu. Trzeba też zwrócić uwagę na humor, nieodłączny element serialu. Nieraz popłakał się ze śmiechu. Jest też kwestia historii, pierwszy raz spotkałam się z nawiązaniem do obozów koncentracyjnych w USA dla Japończyków w serialu, który raczej ma tylko bawić.


Gorąco polecam, nawet gdy nie przepadacie za serialami teoretycznie skierowanymi Oceniam na 9/10, bo jest tego wart.




4. Miecz Prawdy
Co tu dużo gadać. Serial który fan fantastyki musi znać nie wspominając już o książkach. Nie wybaczę stacji, która wycofała produkcję przez problemy finansowe, bo to w żadnym wypadku nie jest wybaczalne. Zacznijmy od początku. Głównym bohaterem jest przykładny dobry charakter, powiernik magicznego miecza, zwany Poszukiwacz Prawdy. Mimo banalności prędko zaczynamy go żarliwie lubić, bo co można zarzucić wcale nie brzydkiemu facetowi, nawinie pomagającemu wszystkim, skromnemu i serdecznemu? Akcja jest prosta w założeniu, walka dobra ze złem. Mamy również Czarodziejów, potwory i bardzo czarne charaktery. Jest to klasyczna opowieść i dlatego tak przyjemna. Serial nie oddaje klimatu książek, ale  jest zrobiony bardzo dobrze, dobrani aktorzy grają świetnie. Rozliczne przygody wykluczają nudę. Zawsze można jedna przewidzieć zakończenie. Specyfika takich seriali jest nieskomplikowana ale wciągająca.

Serial oceniam na 8/10, albowiem brakuje fabule nowatorskości.



3. Dracula
No i ostatnie miejsce na podium zajmuje serial o najbardziej rozpoznawalnym wampirze na świecie. Nasz Dracula zjawia się w XIX Londynie, jako Aleksander Grayson, innowatorski wynalazca, który chce zrewolucjonizować elektryczność. Oczywiście prawdziwym celem są jego wrogowie z Zakonu Smoka. Spotyka cień z przyszłości, młodą lekarkę Minę Murray, wcieleni  jego zamordowanej żony.  Wspólnikiem Draculi jest profesor Van Helsing, któremu zakon również odebrał wszystko.
Historia nie jest może z pozoru zachwycająca, ale uważam, że każdą opowieść można przedstawić w sposób zapierający dech w piersi. I tak jest z Draculą. Klimat serialu jest niesamowity, przenosi widza w inny świat, dzięki scenografii, muzyce i grze aktorskiej. Trudno o lepsze połączenie. Serial nie jest tylko dla fanów wampirów, ale dla wszystkich, którzy lubią przeżyć coś innego.
Niestety serial wycofano po pierwszym sezonie, co jest śmiertelnym grzechem. Rozumiem, że może ukryte motywy walki z wielkimi korporacjami, kunsztowne wykonanie przewyższało rozumowanie Amerykańców, ale to niewystarczające wytłumaczenie.

Serial dostaje 9/10, tylko dlatego, że został skasowany.




2. Gra o Tron
Niektórzy będą się zastanawiać dlaczego drugie miejsce, ale przypominam, że ta lista jest wyłącznie sugestią podyktowaną moim gustem. A choć uwielbiam Grę o Tron inny serial skradł mi serce, ale zaraz o nim, teraz krótko o fenomenie, który porwał cały świat. Gry o tron nie musze przedstawiać, a gdybym miała bodaj zarysować fabułę bardzo szybko bym poległa. Ale co sprawiło, że ten serial znalazł się na drugim miejscu? Proste, zbyt dużo krwi, seksu i szokowania. Jestem może starej daty, ale czasami razi mnie próba szokowania na chama w telewizji. Spostrzegłam jednak, że twórcy serialu, jakby powoli ograniczają dawki wstrząsów. Serial mimo to oglądam i nie mogę się doczekać kolejnych odcinków, modląc się do wszelkich bóstw tego świata, aby oszczędzili mi ulubieńców.

Gra o Tron dostaje 9/10, ja powyżej szokowanie nie zawsze się sprawdza, bo może doprowadzić do obrzydzenia. 



1. Outlander
Mamy triumfatora i pewnie zdziwienie, bo dlaczego teoretycznie zwykłe romansidło przegoniło tyle klasyków fantastyki? Outlander to serial jedyny w swoim rodzaju, nie wspominając o książkach. Po pierwsze Szkocja, czarodziejska, przepiękna kraina, gdzie nadal żyje magia jest idealnym tłem dla opowieści. A jaka właściwie jest opowieść? Główna bohaterka Claire, przenosi się z  XX wieku ( po II wojnie światowej) do XVIII wiecznej Szkocji, smaganej wojną z Anglikami. Wszystko za sprawą celtyckiego kręgu.  Miłośnicy Szkocji i całej kultury celtyckiej będą zachwyceni przede wszystkim oryginalnym językiem gaelickim, którego można uświadczyć w pełnej krasie. W jednej produkcji zamknięto niezwykłość Szkocji. Oczywiście miłość to jedno z głównym motywów serialu, ale jej prawdziwość, a nie przerysowanie, sprawia iż nawet dla sceptyków romansów porywa historia. Trudno mi wyrazić uwielbienie dla tego serialu. Mogę też spokojnie przyznać, że główna bohaterka w końcu nie irytuje, co staje się epidemią w wielu produkcjach, książkach… Polecam więc zakochanym w Szkocji, historii i fantastyce, która objawia się nie tylko poprzez przeniesie w czasie, ale nie będę niczego zdradzać przed odcinkami. Dla niecierpliwych pozostają książki, z których niestety mogę polecić trzy pierwsze, albowiem dalej klasyka  przeistacza się w tasiemca.


Serial dostaje 10/10.